1. „W dobrych waszych i świętych ćwiczeniach strzeżcie się wszelkiej opieszałości i gnuśności jako głównego nieprzyjaciela”.
Najgorszy ten przyjaciel, który nie bogactwa odbiera, ale zasługę; czyha na życie nie ciała, ale czynu, wszystko dobre psuje; i, co najgorsza, tak po cichu szkodzi, iż pociski jego zaledwo cokolwiek czuć się dają, i nieraz prędzej duszę o zgubę przyprawią, niż się poznamy na nich.
Nieprzyjacielem jest lenistwo, i to nieprzyjacielem od każdego innego gorszym. Grzech nawet samą nazwą wstręt budzi; lenistwo przeciwnie, podoba się; zatem idzie, że prędzej z grzechu się poprawiamy, niż z lenistwa. O wiele więcej ludzi z kałuży grzechów, niż z letargu lenistwa podniosło się na znakomity stopień świętości.
Zapał i gorliwość stanowią o cenie czynów. Święte są, jeśli się święcie wykonują; jeśli pośpiesznie i oziębłym sercem, stają się złymi; i też same czyny, które mogły nam zjednać nagrodę, ściągają na nas karę.
Im jesteś gorliwszy, tym Bogu milszy. Biada oziębłym! Jak woda, ani zimna, ani gorąca, odrazę budzi; tak czyn leniwie, opieszale dokonany, jest bez zasługi wobec nieba, gniew jego nawet ściąga (Ap 3,16).
2. „Ci, co wysokim urodzeniem, nauką albo zdolnościami celują, nad innych w zaparciu siebie samych wyćwiczeni być mają; inaczej bardziej szkodzić mogą, niż prostacy i niskiego urodzenia ludzie”.
Wielkie zdolności wielkimi grożą niebezpieczeństwami, jeśli nie są pod rządem cnoty. Miecz lepiej wyostrzony, mocniej rani i większą grozę szerzy.
Od wielkich zdolności czegoś się miernego nie oczekuje: albo się całkiem oddają cnocie, albo na wskroś przejmują pychą. Od nikogo kraj nie ponosi tyle szkody, ile od wielkich zdolności źle pokierowanych, z cnotą rozwiedzionych i pychą nadętych.
Ani szlachetne urodzenie, ani znakomite zdolności z chwałą nie będą, jeśli się ktoś swym postępowaniem poniży. Przyczyni się to raczej do większej hańby, niż do chwały.
Gdzie wielka zdolność, tam często żadnej nie ma roztropności; a w jej braku, jak ciało bez oka, jak wóz bez woźnicy, dokąd, jeśli nie w przepaść zmierza? Mierna zdolność, jak więcej miewa rozsądku, tak więcej obiecuje pożytku.
3. „Abyśmy zaniechali dobra, które spełniamy, często szatan zachęca do większego; aby jednak to nie nastąpiło, nowe stawia przeszkody”.
Pod pozorem dobrych czynów przyszłych, szatan przeszkadza obecnym; gdy przyszłe staną się obecnymi nowe wynajdzie przeszkody. W ten sposób ciągle wszystkiemu przeszkadzając sprawia, ze nic się nie czyni, co byłoby godnym Boga. Przez odsuwanie zysku, jak się nikt nie stał bogatszym, tak nikt świętszym.
Ten co dziś nagrodę na czyn dobry obiecał, że jutra doczekamy, nie obiecał; leci życie i niespodzianie ulatuje. Jakiż wtedy z zamiarów pożytek? – dzisiejszych zaniedbałeś, jutrzejsze nie od ciebie zależą, z gołymi więc rękoma tkwisz na mieliźnie.
Jakim sposobem jutro wielkich rzeczy dokona, kto dzisiaj sobie przykrzy w najmniejszej? Kto dziś z Milonem nie może unieść cielęcia, jutro z pewnością nie uniesie wołu. Gdy dajemy radę mniejszym rzeczom, można mieć nadzieję, że podołamy i większym.
Znaczna część ludzi na zamiarach kończy: życie wedle Boga z dnia na dzień odkładają, i tak pomału do tego przychodzą, że chociażby chcieli, nie mogą; pośród usiłowań śmierć ich zaskakuje, tym przykrzejsza, im natarczywsza.
4. „Tak się z podwładnym niech obchodzi zwierzchnik, aby rześko obydwaj bez wyrzekań żyli, i Bogu pogodną myślą służyli”.
Nawykają do kar, którzy ciągle są karani, i to poczucie, jakie mieli, wskutek ustawicznej kary, tracą. Innej korzyści stąd nie ma, tylko niedbanie, lekceważenie i kary, i karzącego.
Znieczulony na bojaźń umysł, gorszym się staje; po wyzuciu się ze wstydu zuchwalej na niegodziwość się puszcza, ani obietnicami, ani groźbami powstrzymać go nie można.
Niewczesna nagana, to samo powoduje co zanadto silne, nieodpowiednie lekarstwo; więcej często szkodzi, niż choroba; gorszym jest środek zaradczy, niż samo złe: bo prędzej życia pozbawia, niż choroba, z której by czas wyleczył lub pielęgnowanie staranne.
Sposobu poprawy niech się zwierzchnik uczy od Boga. Ileż razy On milczy? Jako rzadko i niewielu karze? Jak takiego tylko, który mocno zasłużył. Gdzie byśmy byli, gdyby Bóg każde nasze uchybienie ściśle roztrząsał i zaraz karał? Żeśmy nie zniszczeli, to miłosierdzie Pańskie sprawiło (Treny 3, 22).
5. „Tak starego człowieka umartwiać należy przy zaprawianiu się do cnoty, aby nie umarł nowy”.
Co prędko wzrasta, to prędko ginie. Jest to wada młodych, że jednym tchem, chcą całą doskonałości drogę przebiec; brak im doświadczenia, najlepszego wszystkich rzeczy mistrza; spostrzegają i pomiarkują, ale po niewczasie i z wielką swoją szkodą.
Pierwszy zapał, jeśli nie jest rozważny, więcej cnocie szkodzi, niż pomaga. Jeśli konie w czwórkę zaprzężone, od początku biegną jak tylko mogą wyskoczyć, prędzej wóz wywrócą, niż do zamierzonego miejsca dociągną. Natężenie zbytnie długo trwać nie może.
Dzień, po dojściu do największej swej długości, zaczyna się potem zmniejszać; podobnie się dzieje z tymi, których cnota, na początku olbrzymia, codziennie maleje. Nie powiem więcej, poradź się doświadczenia.
Pewniejsza jest budowla, którą wznoszą powoli, z zachowaniem wszystkich przepisów, niż ta, którą szybko z wielkim wysiłkiem stawiają. Wszystkie owoce z natury swej nie prędko dojrzewają, na zupełne dojrzenie długo czekać potrzeba. Bardzo błądzi, kto błądzi na początku.
6. „Rzeczy szczególniej publiczne, na które wielu swe oczy i sądy zwraca, nie powinny się rozpoczynać, dopóki nie zostaną zapewnione środki doprowadzenia ich do końca”.
Nieroztropnie robi, kto powodzenie jakiej rzeczy na przypadek zdaje; jeśli ta rzecz po myśli pójdzie, to zasługa nie tobie, ale przypadkowi przyznaną zostanie. Lekkomyślnym jest, kto do celu dąży, do którego drogi nie ma.
Późno stają się mądrymi Frygijczycy, bo zadowalają się tylko teraźniejszością bez pamięci na przyszłość. Żadnych nieszczęść tyle obawiać się nie należy, ile tych, które najmniejszej obawy nie wzbudzały. Jak przewidziane pociski mniej, tak niespodziewane bardziej rażą.
Zbyt późnym jest lekarstwo, o którym myślimy dopiero wtedy, gdy choroba do ostateczności już doszła. Na nic się nie przyda wówczas rozpytywanie się, z jakiego powodu, jak długo trwa, o ile dolega? Wtedy jest po niewczasie, chociaż przedtem lekki środek zaradczy byłby przeszkodził złemu.
Cóż dziwnego, że upada ktoś, skoro jest ślepy, i nie widzi, czy dół, czy dobra droga, gdzie mogę stawia. Oczy mędrca w głowie są, a głupiego w nogach. Tamten na początku obmyśla środki, ten na końcu żałuje, że pobłądził. Żal późny!