1/ „Wszystko na większą chwałę Boga” – te i tym podobne słowa powtarza święty Ignacy w swych konstytucjach trzysta siedemdziesiąt sześć razy”.
Nowego roku i całego życia szczęście na tym polega, abyśmy ku chwale Boga kierowali każdą chwilą i każdą czynność naszą. Tego się Bóg po nas domaga jako Najwyższy Pan, do tego my się poczuwać winniśmy jako jego słudzy.
Kto swojej, nie Boga chwały szuka, ten po złodziejsku postępuje; Bogu bowiem samemu należy się chwała, nam przygana i zawstydzenie (Dn 9,7). Chwała Boga winna być bodźcem i hasłem całego postępowania naszego.
Najgorzej sobie radzi, kto chwałę swoją nad Boską przekłada. Czyniąc tak, i doczesną i weiczną traci, i w tym i w przyszłym życiu do nieszczęśliwych należy: w tym, ponieważ się pozbawia chwały prawdziwej; w przyszłym, ponieważ nie otrzyma żadnej.
Lubo późno, sam to wyzna, ze świętym Piotrem zawoła: całą noc pracując, niceśmy nie ułowili (Łk 5,5). Tym "nic" jest chwała ludzka, która więdnie jak trawa polna, niknie jak dym. Jeśli szukaszs chwały, szukaj prawdziwej.
2/ „W przedsięwzięciach swoich, tak Bogu ufaj, jak gdyby pomyślny skutek całkiem od ciebie, nie zaś od Boga zależał; tak się jednak do każdej rzeczy zabieraj, jak gdybyś ty nie, ale Bóg wszystko miał czynić”.
Nadzieja słaba, to jak człowiek na nogę chromy, któremu nadto rąk nie dostawa. Gdy cię jeszcze nie było, Bóg cię stworzył bez ciebie, ale teraz gdy jesteś, Bóg cię nie zbawi, ani wesprze bez ciebie.
Postaraj się o iskierkę, a Bóg wznieci płomień. Rzuć nasionko, a Bóg pomyśli o wzroście. Tak wszystko pójdzie wedle woli, inaczej wszystko zmarnieje.
Ty nic nie możesz, chociażbyś chciał - bez Boga. On nic nie chce, chociaż może - bez ciebie. W jedności z Bogiem, możesz wszystko.
Łaska Boża, która w innych tyle mogła, w tobie jednym sił nie utraci, bylebyś ty swojej ku niej ufności nie utracił. Gdzie są nadzieje twoje?
3/ „Czas i trudy marnuje, kto się do poprawy innych zabiera, nie poprawiwszy wprzód siebie”.
Dziwna rzecz zaprawdę! Chcemy, żeby inni byli dobrymi, gdy sami nimi nie jesteśmy, wyrok potępienia na siebie wydajemy, gdy dobre zalecamy, a złe broimy.
Najskuteczniejszym prawem jest prawo żywe, które prawodawca rozpowszechnia własnym życiem. Głos czynu nad głos słowa jest o wiele silniejszy. Pierwszy tyle ma sprzymierzeńców, ile czynów, drugi - ponieważ sam jest - ani w połowie tego wpływu nie wywiera.
Cóż za pożytek, gdy jednocześnie budujemy i rozwalamy? Jedno słowem, drugie czynem. Choroby chorobą nie uleczysz. Pomyśl pierwej o wyleczeniu siebie, potem zabierz się do leczenia innych.
Los nasz wielkiego politowania godzien! Gdy idzie o nas samych, jesteśmy kretami, gdy o drugich, osrowidzami. Sakwy, którą mamy z tyłu, nie widzimy. Można by śmiało powiedzieć, żeśmy potracili zmysły: belki we własnym oku nie czujemy, podcza gdy źdźbła w obcym z natężeniem szukamy. Lekarzu, lecz samego siebie (Łk 4,22).
4/ „Zamiana miejsca nie zmienia nawyknienia: kto się z wadami nie rozstał, kto ich z siebie nie wykorzenił, za tym one wszędzie pójdą”.
Pielgrzymka mało kogo poprawia, ciekawość zaspokaja, ale korzyści niewiele przynosi.
Kto do złego nawykł, dla tego schronienia nia ma, gdziekolwiek się uda, wszędzie siebie weźmie - co waśnie jest najniebezpieczniejsze.
Choroby ciała nader rzadko, duszy nigdy nie leczy sama miejsca zmiana. Co masz w sobie złego, to ze siebie precz wyrzuć. Że upadasz, to nie miejsca, ale twoja wina, leczysz się, nie uciekając gdzie indziej, ale zmieniąc siebie.
Gdybyś ucieszką chciał sobie poradzić, musiałbyś chyba tam uciec, gdzie by ani zły duch, ani twoja namiętność dostać się nie mogła, ale takiego miejsca nie znajdziesz, chyba, że od występku do cnoty uciekniesz. Jedyne - to na twoją chorobę lekarstwo!
Miejsce człowieka święym nie czyni. Nie żeś w Jerozolimie był, ale żeś w Jerozolimie dobrze żył, chwalebną jest rzeczą. Gdy się z miejsca na miejsce przenosisz, niestałości swoje dowodzisz. Zmień siebie - nie miejsce - a najlepiej zrobisz!
5/ „Spraw trudnych młodym powierzać nie należy”.
Cnota ludzi młodych, jako cnota bez hartu, bez prób przebytych, jest na kształt owych kwiatów, które się z wiosną na drzewach ukazują, za pierwszym lepszym słońca przygrzaniem, ale które tak są wątłe, tak niewytrzymałe, że za lada dotknięciem, albo za lada powiewem nieco chłodniejszego wiatru, usychają.
Niesilne barki gną się pod wielkim ciężarem, a nierozważne zamiary nie przychodzą do skutku. Żywość krwi dodaje odwagi, ale jeśli odwaga nie kieruje się rozsądkiem, przechodzi w nierozwagę - w płochość.
Zapał nie w porę wycieńcza siły i sprawie, że człowiek prędko ustaje, podczas gdy przy umiarkowaniu długo by był pożyteczny.
Niestałość i zmienność przydarzają się wszystkim, ale szczególnie młodym. Ci ostatni, o ile z jednej strony pochopni są do wszystkiego, o tyle z drugiej - niestali. Gdy co polubią, gwałtownie tego pożądają, ale nie długo.
Spiesz się powoli: rzadkim bardzo bywa przywilej pospiechu i stałości zarazem. Łatwo błądzi, kto zbyt spieszy. Ten co ma przed sobą daleką drogę, niech tak się z samego początku urządzi, tak swoje kroki wymiarkuje, siły obliczy, aby nie ustał w połowie, ale dotarł do końca.
6/ „Czyn rzadki a znakomity zwyczajnych sześćset o wiele przewyższa”.
Jak rzeczy, które są pod ręką i łatwo się wszędzie spotykają, ani przed ich otrzymaniem wielkiej ku sobie żądzy nie budzą, ani po otrzymaniu pociechy nie sprawiają, tak i czyny zwyczajne nie cenę, ale tylko liczbę podnoszą.
Koronę cnota umieściła wysoko: na próżno leniwiec do niej wzdycha, ten tylko ją posiądzie, kto się trudem nie zrazi, kogo mozół nie odstraszy, pryzkrość nie zniechęci. Próbuj. Dla chcącego nie ma nic trudnego.
Bóg nie liczy, ale waży czyny; na istotę, nie na pozór patrzy. Jeśli chcesz mu ofiarować, nie ofiaruj lada czego. On jest najwyższym Panem wszystkich rzeczy, wybierz, co uważasz za najlepsze, i to mu ofiaruj.
Ani maluczkością, ani ubóstwem się twoim nie wymawiaj. Tyś ubogi, ale łaska Boża nadzwyczaj bogata, bylbyś chciał, przy tej łasce, rzeczy zadziwiających dokonasz. Chciej!
7/ „Miej to za pewne, że o tyle w doskonałości postąpisz, o ile się z miłości i korzyści własnej wyzujesz”.
Służyć dwom panom nie można, jednego się zwykle nienawidzi, gdy drugiego miłuje (Mt 6,24). Serce rozdzielić trudno. Bóg cząstki, która do ziemi przylgnęła, nie przyjmie.
Główną przyczyną naszego niepostępu na drodze cnoty, jest takie miłowanie Bog, które nie wyłącza miłowania samego siebie. Chwiejemy się, kulejemy, to na jedną, to na drugą stronę przechylamy, i dlatego tak wolnym, tak niepewnym krokiem ku wiecznej nagrodzie zmierzamy.
Drzewo, dopóki jest mokre, płomienia nie wydaje, podobnie i dusza, dopóki rzeczami ziemskimi jest zajęta, w górę się nie wzniesie. I przeciwnie, im mniej z ziemią trzyma, tym bardziej sobą jest i łatwiej rzeczy Boskie pojmuje, chętniej ku nim lgnie.
Dopóki strony zwierzęcej, bezrozumnej, w sobie nie ujarzmimy, dopóty w zdążaniu do doskonałośći potępu nie ujrzymy. Chęć zaledwie się zrodzi, zaledwie nam przedstawi, nie zdołamy jej jeszcze jak należy obejrzeć, gdy natychmiast pochłoniętą zostaje i przyduszoną prez ową skłonność do ziemskości. Jedynym skutecznym tu środkiem jest nie wchodzenie w umowę ze stroną bezrozumną, nie pobłażanie jej, ale zwrócenie się stanowcze do strony duchowej, trwanie przy niej energicznie, cokolwiek byto kosztować miało.
8/ „Nic dokonać nie można , co byłoby godnym Boga, bez srożenia się świata, lub zżymania piekieł”.
Światłość z ciemnością nie znoszą się, podobnie, dobrzy ze złymi w przyjaźń śćisłą nie wchodzą. Jak robak owoce dojrzałe chętniej gryzie, tak złość ludzka po największej cześci gryzie tych bardziej, którzy są lepszymi.
Niezawodnym znakiem dobroci jest, gdy się złym nie podobamy, byłoby to dla nas z przyganą, gdybyśmy się im podobali. Za nic sobie miej, jeśli o tobie źle mówią ci, którzy nic nie czynią dobrego.
Złym tego nazywać nie powinniśmy, co nas czyni lepszymi. Jest to probierz naszej cnoty. Niemałą przysługę źli wyrządzają dobrym, gdy ich prześladują, tym bowiem sposobem wyrabiają w nich cierpliwość, pomnażają zasługi.
Częgo drżysz? - Ani świat, ani piekło nic ci nie zrobią. Gdzie większe niebezpieczeńśtwo, tam obfitsza Boża łaska. Odważnie więc sobie poczynaj. Za sposobność, jaka ci się do zwycięstwa nadarza, chwytaj, o triumfie myśl. W męstwo się uzbrój, do walki z nieprzyjacielem wystąp, inaczej w bezczynności zgnuśniejesz.
9/ „W dążeniach do doskonałości, bardziej nad duchem, niż nad ciałem czuwać należy, bardziej nad łamaniem woli, niż nad łamaniem kości”.
Wielu, co na pozory, nie na istotę reczy zwraca uwagę, o świętości po zewnęrznym rygorze sądzi, jakby pod powrozem i włosienicą kryć się nie mogła myśl zuchwała. Na co się przyda nie jest mięsa, jeśli się cudzą szarpie sławę?
Co się Bogu podoba, to wewnątrz jest (1 Krl 16,7); wszelkie objawy zewnętrzne tyle mają wartości i o tyle są miłe Bogu, o ile z wnętrza pochodzą, z głębin naszej duszy, o ile są uczuć i myśli naszych odbiciem. Rzeź wołów albo karcenie ciała, na jaką mogą zasłużyć nagrodę, jeśli wewnątrz wre namiętność, jeśli się jej daje folgę?
Ciałem dość się zajmujesz, jeśli na ducha ciągłą zwracasz uwagę. Nie z dobrego ciała dobry duch powstaje, ale z dobrego ducha dobrze się ciało układa. Oddziaływanie ducha na ciało jest wielkie.
Takiego ci szczęścia życzę, jakiego sobie, to jest, wewnętrznego. Bądź pewien, że ono nie zwisło, ani od zdania drugich, ani od rygoru pozornego, ale od pokoju duiszy, który się w nas tworzy, jeśli według wiary i rozsądku postępujemy. Szczęście w nas się kryje, poza nami na proźno go szukamy. Ludzie rzetelnej cnoty, podobnie jak okręty, więcej mają ładunków, niż żagli.
10/ „Hojnym jest Bóg: z rąk jego odbieram czego nie mam z rąk ludzi; gdyby mi ludzie nic nie dali, miałbym od Boga wszystko”.
Lichą jest hojność ludzka, co mają, to nader małe jest, gdy się z drugimi dzielę, mniej im jeszcze zostaje. Skarb Boga przeciwnie, do niewyczerpanych należy, nie zmniejsza się, chociażby Bóg najwięcej rozdawał. Tu więc zwróć swoje nadzieje.
Bóg je zaspokoi dobrodziejstwami. Nie naśladuj tylko tych, któzy wiele mają pragnień, a niewiele okazują nadziei. Bóg dobrodziejstw nie poskąpi; stosownie do ufności, jaką w nim położysz, do nadziei, jaką okażesz, obdarzy cię nimi (Św. Ambroży). Spodziewaj się, a otrzymasz.
Sam się do tej hojności zobowiązał: o cokolwiek prosić będziecie, powiedział, wierzcie, że otrzymacie (Mk 2,24). Patrz, jak łatwo możesz się wzbogacić.
Nie mniej daje, niż przyrzekł. Słowa bowiem miłującego, to czyny: język szczodrobliwego, to ręce. Łatwiej hojnemu dać, niż odmówić. Dlaczego o tak mało prosimy?
11/ „Dobroć Boska zwykła tego silniej bronić, kogo bardziej zły duch napastuje”.
Bóg cały jest okiem, bez ustanku nad dobrem naszym czuwa; i jak wódz wielkiego wojska, tam większe posiłki daje, gdzie nieprzyjaciel jest groźniejszy.
Szczęśliwa walka, która ma pomoc zapewnioną; podczas której ani na strzałach, ani na żywności, ani na innych potrzebach nie zbywa. Czegożby się miał obawiać, kto z Wszechmocnym jest sprzymierzony?
Bóg swej sprawy nie opuści. Gdy piekło na nas naciera, my ją zykle opuszczamy; dlatego Bóg ku obronie naszej tak rychłe zsyła posiłki - bylebyśmy tylko z nich korzystać nie omieszkali.
Potężniejszym i w różne zasadzki pomysłowym jest nieprzyjaciel, który naciera na ciebie; miej się przeto na baczności i potyczki z nim nie rozpoczynaj sam. Jeśli na sobie poprzestaniesz, to już jesteś zwyciężony. Jeśli Boga na pomoc wezwiesz, to ze wszystkich zasadzek bez szwanku wyjdziesz.
12/ „Jeśli miłość i uprzejmość nie mają za towarzyszkę prawdy, to już nie są miłością i uprzejmością, ale podstępem i próżnością”.
Mniej szkodzi jawny nieprzyjaciel, niż fałszywy przyjaciel, tamtego przy jakiej takiej baczności można się ustrzec, tego i pry największej nie zawsze. Kto się do kryjówek twego serca udaną życzliwością dostał, ten zarówno pewne jak wielkie może ci rany zadać.
Ostrożną winna być rozmowa, ale ostrożniejszą przyjaźć. Długo wybieraj zanim pokochasz. Często pod rozkoszną trawą kryje się zjadliwy wąż. Ufaj - ale komu - patrz.
Nikt się częściej nie zawodzi nad tego, który słowom wierzy. Nieraz serce pełne żółci, miodowe wypowiada słowa. W złotym kubku podaje siędo wypicia trucizna, aby tym chętniej została połkniętą. Wdzięcznym przygywaniem na piszczałce ptasznik zwabia do sidła ptactwo i łapie niebaczne.
Szczerszego przyjaciela nad Boga nie ma: słowa jego są słowami żywota i prawdy wiecznej (J 6,68); Jemu jednemu siebie i wszystko co nasz, powierzyć możesz bez zastrzeżenia.
13/ „Im się kto ściślej z Bogiem połączył i hojniejszym względem jego Majestatu okazał, ten tym większych od Niego łask dozna”.
Nie ginie, co się Bogu daje: za mgłę, która się z ziemi ku niebu wznosi, otrzymujemy duszcz, ktory ziemię użyźnia; za nasienie, które do ziemi rzucamy, dostaje się nam owoc setny, jeśli ziemia jest dobra. Bóg z pewnością za to, co mu ofiarujemy, nie okaże się mniej szczodnym.
Wydatek, jaki się w tej mierze ponosi, jest najkorzystniejsy; im więcej dasz, tym więcej będziesz miał. Dla Boga coś stracić, za zysk się uważa; czegoś odmówić, za skąpstwo najbrudniejsze.
Otrzymuje Bóg mało, oddaje wiele: za doczesne płaci wiecznym, za znikome trwałym, za ziemskie niebieskim. Czemuż się jeszcze ociągamy z oddaniem siebie i tego co mamy Bogu?
Pamiętaj, żę On cząstką się nie zadawalnia, ale wszystkoego co masz, owszem czym jesteś, od ciebie się domaga. Daj, wszak to nie twoje, On ci dał wszystko i żąda wszystkiego. Czemu tak skąpym jesteś, tak nieskorym do dania, z cudzej własności?
14/ „Ten na nazwę prawdziwego zakonnika zasługuje, kto się całkiem nie tylko od świata, ale i od siebie oderwał”.
Szczytną jest nazwa zakonnika, szczytnym stan zakonny, tyle mu przywileów królowie, tyle nagród Bóg przygotował, ale żeby na tę nazwę prawdziwie ktoś zasłużył, żeby do tego stanu słusznie należał, wiele się rzeczy i to niezwykłych wymaga.
Wielką jest liczba zakonników,jeśli sięna osoby zważa, ale nie tak wielką, jeśli na cnoty. Gdyby suknia o rzeczy stanowiła byliby liczni, ale gdy czyny stanowią, bodajby byli liczniejsi!
Kto z miłości dla Chrystusa wyrzekł się dostatków i nadziei ziemskich, ten wzniośle sobie postąpił, ale kto jednocześnie nie wyrzekł się siebie i namiętności swoich, ten świata w zakonie szuka.
Na co się przyda iść za Chrystusem, jeśli się nie naśladuje Chrystusa; kto chce iść za nim, niech się zaprze samego siebie (Mt 16,24). Bóg chce, żebyś był wolnym od wszelkiej słabostki, jeśli się której poddasz, to już po tobie. Chromanie na obie strony stanie się cechą twoją, suknią będziesz zakonnikiem, a myślą świeckim człowiekiem.
15/ „O mój Boże, gdyby Cię ludzie poznali!”
Każdy człowiek z natury swej chce wiedzieć, stąd u wielu taki zapał do nauki, że dla niejwzgardzili dostatkami i zaszczytami. Ale o jakże marne ich usiłowania: synowie ludzcy, czemu miłujecie próżność i szukacie kłamstwa? (Ps 4,3). Mądrość tego świata głupstwem jest u Boga, jeśli się nie zwraca do poznania Boga.
Daremnie się męczymy, bez pożytku lata nam schodzą; o ileż się czegoś nauczymy, o tyle, a nawet więcej nie wiemy, umysł nasz zamiast światła, ciemności zalegać nie przestaną, dopóki wszelkich sił nie dołożymy, abyśmy postąpili w poznaniu Boga i, co zatem idzie, w miłowaniu Go.
Nie trzeba tu ani ogromnych zdolności, ani szczególnego nauczyciela, ani wielkiej biblioteki, bez szumnych słów, w pokornym milczeniu, w cichości serca uskutecznia się to poznanie Boga: zakrywa się Bóg przed mądrymi, a objawia maluczkim (Mt 11,25).
Cóż innego czyni wybranych szczęśliwymi w niebie, jeśli nie poznanie Boga? Patrz, jak łatwo możesz zostać szczęśliwym! Ucz się sposobu. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają (Mt 5,3).
16/ „Próżność i przechwalanie się powstaje z niewiadomości i ślepej samego siebie miłości”.
Wspólnym świata nieszczęściem jest pycha, przez pierwszych rodziców, ktorzy się o boskość ubiegali, nam w spadku przekazana! Jakże wysoko, o mój Boże, ona sięga, gdy się na słowie jakiego pochlebcy, jakby na raminiu wspiera!
Do przeceniania siebie bardzo skłonni jesteśmy: nie tylko w to co jest, ale i w to czego nie ma, chętnie wierzymy, jeśli przez kogoś, dla zjednania nas sobie lub dla wbicia w próżność, bywa nam przyznawane.
Nieszczęśliwi próżności miłośnicy, za takich uważani i miani być chcą, jakimi nie są. W kłamstwie się lubują, z wad wynoszą. Jakież to zaślepienie, dymem chwały spowodowane!
Głębiej wniknij w siebie, patrz, czym jesteś, i abyś się dowiedział, Boga z myśli nie wypuszczaj; o tyle bowiem zmniejsza się pycha, o ile wzmaga poznanie Boga. O, Panie, daj, abym poznał siebie i poznał Ciebie (św. Augustyn).
17/ „Opuścić Boga dla Boga, zyskiem jest duchowym, nie stratą”.
Na własne wygody, na korzyści nawet duchowe, obojętną być winna miłość prawdziwa. Jej głównie ma chodzić o wolę umiłowanego, niezmrużonym okiem na tę wolę spoglądać, do tej woli się stosować. Gdyby było inaczej, miłowalibyśmy siebie nie Boga, zamianę nie ofiarę ribilibyśmy jako najemnicy, nie jako synowie.
Pociechy naet duchowe, o ile są nasze, o tyle podejrzane. Tym bezpieczniejszą jest każda sprawa, im mniej weszło do niej własnej woli nasze. Chociażby ta wola była świętą, ale jeśli się jej zrzekazsz dla Boga, świętszej dokonasz.
Nie sama modlitwa nas z Bogiem łączy; ani to zawsze najlepsze, co największe. To jest najświętszym, co do woli Bożej bardziej zbliżone.
Jeśli za opuszczenie domu z miłości dla Boga, tu stokroć większą nagrodę, a w przyszłości żywot wieczny Pan Bóg obiecuje (Mt 19,29), to czegóż nie da temu, kto Boga dla Boga opuszcza? Więcej dający, więcej otrzyma.
18/ „Leniwiec przez wiele lat dojść nie może do takiego stopnia cnoty, do jakiego dochodzi pilny w nader krótkim czasie”.
Jeden dzień żarliwych więcej znaczy, niż oziębłych wiek najdłuższy; owszem, jednak godzina dobrze spędzona przekłada sięnad nieśmiertelność próżniaków. Na próżno żyje, kto dobrze nie żyje.
Gnuśność cucha, jest to śmierć za życia, sen ja jawie: bo czcze jest życie, które się nie zapełnia troską o dobre jego spędzenie. Tacy, gdy zasną snem bez obudzenia się, nic w rękach nie znajdą.
Świętą rzeczą czas jest, tyle znaczy, ile wieczność. Wszelkich sił przeto dokładać powinniśmy, aby nam życie bezpożytecznie nie upływało, aby dni bez dobrych uczynków nie schodziły, aby tym sposobem wieczność nasza szczęśliwą była.
Z drzewa owocu, z roli plonu oczekujesz, dlaczego owocem z siebie gardzisz? Sam przede wszystkim wydawaj owoce, sam dla siebie bądź cenną rolą, żyznym folwarkiem, a domagając się od innych owocow, domagaj się naprzód od samego siebie.
19/ „Nieznośnym byłoby dla mnie życie, gdybym spostrzegł, że w duszy mojej coś się kryje, co nie jest ściśle Boskim, ale ludzkim”.
Dobro z całkowitego posiadania, zło zawsze z jakiegoś niedostatku. Dopóty nie będziesz szczęśliwym, dopóki albo wszystkim nie wzgardzisz, albo wszystkiego nie posiądziesz. Wybrednym jest szczęście: dręczy, jeśli czegokolwiek nie dostawa. Najłatwiej się otrzymuje, gdy człowiek swą miłość wyłącznie ku Boga zwraca.
Kto raz zasmakował, czym jest Bóg, ten bez trudności zbrzydzi sobie wszystko inne; zasycony potokiem doznawanych rozkoszy, wszelkie inne uzna za niegodne siebie, za lekkie i nieodpowiednie.
Jak piórko, chociażby jednątylko kropelką obciążone, wznieść się nie może, i pomimo podnoszenia go do góry, spada na ziemię; tak dusza mełym naet jakim uczuciem ziemskim skrępowana, do nieba wzlecieć nie zdoła.
Cały, jak jesteś, od Boga jesteś i do Boga należysz. Jeśli się cały Bogu nie oddajesz, niesprawiedliwość popełniasz. Miłość twoja, cała Bogu należna, dzieloną być nie może, i chociaż całą oddasz, z wielu względów dłużnikiem jeszcze pozostaniesz. A cóż dopiero, gdy jakąś część w inną stronę skierujesz?
20/ „Nie tylko Boga, ale i ludzi dla Boga mieć potrzeba na względzie”.
Bóg, ktory tak umiłował człowieka, iż z miłości ku niemu samego Siebie ofiarował, chce, żebyśmy go tak umiłowali, abyśmy i o ludziach nie zapominali. W niczym miłości Boskiej nie uwłacza, kto bliżniego dla Boga miłuje.
Nikt do tyla złym nie jest, aby czegoś nie miał, co by na miłość i szacunek zasługiwać mogło, a gdyby i tak było, żeby nic dobrego w sobie nie miał, to już dla tego samego, że jest własnością Bożą, ceną krwi Chrystusowej, obrazem Boga miłość mu się od nas należy i odmawiać mu jej nie powinniśmy.
Jeśli pominąwszy innych, na swoje własne obyczaje należytą uwagę zwrócisz, niejedno zapewne dostrzeżesz, co cię z niewoli do uznania wszystkich za lepszych od siebie, i do powzięcia tym samym pewnego wstrętu ku sobie, a miłości ku innym.
Że nie tak jakby należało bliźniego miłujemy, przyczyną temu nie jest złość ludzka, ale własna nasza niechęć i antypatia. Przyznać się do niej wstyd nam, więc ją przyodziewamy różnymi pozorami. Obłudni!
21/ „Gdyby się tak stało, że miłośnik Boga bez własnej winy został potępiony, byłoby mu łatwiej znosić wszystkie kary piekła, niż słuchać bluźnierstw, jakimi potępieni znieważają Boga”.
Kara zmysłów sama z siebie złą nie jest, bo ją Bóg przeznacza, owszem dobrą, bo kara za grzech jest Boskiej sprawiedliwości narzędziem; rzecz się ma inaczej z bluźnierstwem, Bóg go nie może nienawidzieć, i również człowiek, który Boga miłuje.
Kto znieważa umiłowanego, ten miłującemu tym staszeniejszą ranę zadaje, im większą jest jego miłość; gdy przed niewagą nie może umiłowanego zasłonić, ani jej pomścić, podwojnie cierpi; i za samego siebie i za umiłowanego.
Kto siebie samego, jak powinien, nienawidzi, temu nie trudno cierpieć: bo ktoryż nieprzyjaciel boleje, gdy skazująna karę jego przeciwnika? Inna rzecz, gdy widzi wystawiony na zniewagę przedmiot swej miłości, wtedy boleje niesłychanie, cierpi bez ratunku.
Przykrą jest rzeczą patrzeć na cierpienie niewinnego, przykrzejszą na cierpienie dobroczyńcy, a już za prawdę nie może być przykrzejszej, jak widzieć i słyszeć, że cierpi Bóg, to jest, dobro nieskończone i nieszmierzone, dobro nad wszelkie dobra!
22/ „Niekiedy człowiek tak cierpi od złego ducha, że prawie od zmysłów odchodzi; to na naturę, to na chorobę cierpienia swoje składa: gdy tymczasem wszystkiemu winna pokusa”.
Zły duch zanadto jest przebiegły, aby jego sztuki można było łatwo rozpoznać. Jako książę ciemności, aby się tym bezpieczniej ukrył, zasadzki swoje przygotowuje potajemnie, do ich wyśledzenia wyższego potrzeba światła, niż ludzkie.
Jak zdobywca warowni pierwej wszystkie zewnętrzne przeszkody usuwa; tak i wódz piekielny, gdy mu o duszę chodzi, pierwej na ciało się rzuca. Strzeż się zasadzek: zbytnia pewność siebie jest tu największym niebezpieczeństwem.
Do ciała się zabiera, aby duszy zaszkodził, różne pozory wynajduje, aby od dobrych uczynków odwiódł. Tak na zgubę naszą czyha, tak nastaje, że gdy jej w zupełności przeprowadzić nie może, to się i czymkowiek w tej mierze zadawalnia. O, jakżeby to było chwalebnie, z jakim pożytkiem, gdybyśmy o dobro naszej duszy my podobnie zabiegali!
Dopuszcza Bóg niekiedy, aby ludzkiego rodzaju nieprzyjaciel, miał nad nami taką władzę, dopuszcza już to dlatego, aby nas w pokorze zaprawił, już dla tego, aby nam swoje nad nami zwierzchnictwo przypomniał. Tym sposobem, gdy szatam okazuje się tyranem, Bóg pozostaje ojcem.
23/ „Bardzo często więcej kryje się niebezpieczeństwa w niezważaniu na małe grzechy, niż na wielkie”.
Małym nic nie jest, czy na dobre, czy na złe uwagę zwrócisz; ponieważ jedno i drugie wiecznym jest. Zawsze prawdą pozostanie, że to dobrze albo źle zostało zrobione, ze względu przeto na wieczność, różnicy pomiędzy szczęściem a nieszczęściem nie ma. Czy kto jest szczęśliwym lub nieszczęśliwym, to wieczności w niczym nie zmienia.
Kto na grzechy nie zważa, dlatego że są małymi, ten zapomina, że podróżnego nawet mała drogi chropowatość opóźnić może. Mały włos, cienka nitka wystarcza, aby się ptak pomimo chęci w powietrze nie wzniósł.
Wielkie złe samo się w oczy rzuca, i już ciężarem swoim zmusza do poszukania odpowiedniego lekarstwa, na uwolnienie się od niego, małe przeciwnie, kryje się, a gdy lekceważone wzrasta, w końcu jest nie do wyleczenia.
Nie co, ale dla kogo czynimy, mieć na uwadze potrzeba. Wielkim jest Bóg, przeto małym byćnie może, cokolwiek mu się nie podoba. Nie ma czynności tak małej, dobrze lub źle wykonanej, która by nie przewyższała spraw najważniejszych Rzeczypospolitej, a nawet świata całego, bez względu na to, czy by chodziło o jego ocalenie, czy o zatratę. Patrz, jak wielkim jest błędem na małe grzechy niezważać, małe grzechy lekceważyć!
24/ „Nad prawdą nic długo nie triumfuje, szturmowaną być może, ale zdobytą być nie może”.
Najlepszym z kolorów jest bialy. Fałsz i podstęp nikogo nie obroni: jak kupa śmierci, której nie było widać, nagle się ukazuje, po stopnieniu śniegu od promieni słonecznych, tak wykrywają się przez prawdę podstępy, po usunięciu przeszkód, które je przez jakiś czas zasłaniały.
Jak słońce chmurami zaszłe kryje się, ale gdy te ustępują tym jaśniej świeci, tak prawda przygnębiona kryje się przez pewien czas, ale w końcu na jaw wychodzi i tym nilszą się staje.
Najlepszą polityką jest szczerość. Myśl czysta nigdy się nie rumieni, ale fałsz wykryty w ogromnym bywa kłopocie. Nie ma nic brzydszego nad szalbierstwo, które na jaw wyszło.
Podstępny pierwej siebie gubi, niż innych, gdy bowiem drugiemu dół gotuje, sam pierwszy weń wpada. Słuszną jest kara odwetu, skoro się niegodziwość tymi samymi środkami gubi, które na zgubę innych wybrała. Najlepiej ten robi, kto się prawdą rządzi.
25/ „Gdy kogo podejść zły duch zamierza lub go silniej zaniepokoić, czas nocny po większej części wybiera”.
Owo przejście ze snu do zupełnej przytomności, coś na kształt zmierzchu, jak niewyraźnego światła, tak niewyraźnej woli moment, wielkiej potrzebuje baczności, gdyż nieprzyjaciel zasadzony czyha, i na obudzonego ze snu naciera, aby go tak z nienacka ku zlemu nakłonił.
Podły sztan wprost do walki wystąpić nie chce, ale kryjówek szuka, jak złodziej noc na swe sprawki wybiera. Cóż poczniesz? - Baczność na tego złodzieja, jedyna to rada, umknie, gdy spostrzeże, że jest obserwowany.
Dnia pierwiastki chwyta: jak bowiem, kto dobrze zaczął, już połowę czynu ma; tak przeciwnie, co niech Bóg odwróci, zły dnia początek, rzadko kiedy lepszy ma koniec. Pierwiastki należą się wszystkich i wszyskiego pierwiastkowi - Bogu.
Chciwymn jest bardzo na naszą zgubę zły duch, dzień mu nie wystarcza, noc sobie przywłaszcza, ocknienie się nasze uprzedza. Biada leniwemu i na oba uszy, jak mówią, zasypiającemu, bez troski o siebie, bez pomocy nieba, bez opieki Świętych Pańskich!
26/ „Unikać kłótni nie tylko jest rzeczą szlachetną i chrześcijańskiego pokoju godną, ale i pożyteczną”.
Jeśli przez miłość cnoty ponosimy jaką stratę w rzeczach doczesnych, Bóg ją zwykł obficie nagradzać. Lepszy jest grosik w pokoju, niż skarby z kłótnią. Na co się przyda, jeśli powiekszysz majętność, a zmniejszasz miłość?
Trudna jest rzecz wszczynać kłótnię, a nie naruszać miłości. Nie mówię, abyś na niegodziwość drugich patrzył przez szpary, ale to tylko mówię, abyś pryz jej usuwaniu lub karaniu nie miał nienawiści ku temu, który się jej dopuścił. Strzeż się, abyś gniewając się na czyny, nie gniewał się zarazem i na osobę.
Strata miłości choćby nie wielka, gorszą jest od wszelkiej straty doczesnej; ta bowiem przemija, tamta pozostaje; raczej świata całego, niż miłości stratę wybrać by należało.
Drobnostką jest to, o co się tak spieramy. Jeśli nam o zyski chodzi, to za wiecznymi gońmy. Po co się kłócimy o rzecz, która tej wartości, jaką jej przyznajemy, wcale nie ma?
27/ „Jest rzeczą niebezpieczną chcieć wszystkich jedną drogą prowadzić do doskonałości; niebezpieczniejszą innych według siebie sądzić”.
Ile ludzi, tyle zdań, tyle różnych twary, tyle odmiennych głosów; tak iż cudem by było, gdyby ktoś w tym wszystkim zgadzał się z innymi: większa jeszcze jest różność w duszy i w sprawach jej dotyczących. Do jednej przeto normy sprowadzić wszystkich nie można.
Jeśli do każdej nogi zastosowuje się obuwie, i jeśli nie ta sama przykrywka służy do każdego garnka, to jakim sposobem być może, iżby jednym lekarstwem leczyły się wszystkie dusz choroby? Znaczyłoby to nie leczyć, ale o śmierć przyprawiać.
28/ „Jeśli na jednej szali umieści się wszystko dobre, co Bóg stworzył, a na drugiej więzienie, łańcuchy, obelgi, to te w porównaniu z tamtym zrażać nie powinny”.
29/ „Wiecznej szczęśliwości pewnym nigdy być nie można, a lękać się wtedy najbardziej należy, gdy wszystko po myśli idzie”.
30/ „W pewnych razach lepiej jest milczeć niż mówić, i nie potrzeba mścić się słowem, gdzie sama za siebie mści się prawda”.
31/ „Jeśli cię proszę o to, co za szkodliwe uważasz, tak się zachowaj, abyś i rzeczy proszonej odmówił i proszącego do siebie nie zraził”.