Maksymy św. Ignacego na lipiec


1. „Dobrego zakonnika obowiązkiem jest do Bożej, nie do książęcej służby ludzi sposobić, aby okazał, że najlepiej zrobił takiego Pana wybierając”.

Jakże wielu, gdy się wynoszą w górę, gotują sobie zgubę, może wieczną, która by ich nigdy nie spotkała, gdyby się byli tak wysoko nie wznosili. Zawrotu doznają, gdy stoją na wysokości; gdyby stali na nizinie, byliby całkiem bezpieczni. Patrz, abyś nie zgotował zguby temu, któremu gotujesz łaskę.
I cóż, jeśli z rąk twoich zażądają duszy tego, którego względy księcia, wyższe miejsce, szczęśliwszy los popchnęły do przewrotności? Pomagać złemu do złego, to znaczy pomagać mu do zguby, stać się w pewien sposób przyczyną jego zguby.
W jednym go posuniesz, a w wielu zaszkodzisz! Porównaj szkody z małym, bo nic nie znaczącym zyskiem. Może i posunięty nie uzna dobrodziejstwa; po wystawieniu budynku nie troszczą się zwykle o rusztowanie, przy pomocy którego budynek się wznosił. Owszem, często się nogą potrąca drabinę, która do wzniesienia się pomogła.
Służyć Bogu, to znaczy królować. Nad ten zaszczyt nie ma wyższego, nie ma potężniejszego. Służba ta przyrzeka wieczną wolność, do tej służby usposabiać, nakłaniać, nierównie jest lepszą rzeczą, niż usposabiać do królowania.


2. „Dobry dusz łowca niejedno winien przemilczeć, jakby o tym nie wiedział; z czasem gdy zostanie panem serca, pokieruje drugimi jak zechce”.

Łagodnie należy postępować z młodymi. Od ostrego powietrza giną wątle roślinki, które by przy łagodnym wybornie rosły. Cierpliwość i wyrozumiałość niezbędna jest z początku.
Co jest do wykonania mozolniejszego, to bywa trwalsze. Łatwo jest na wosku wycisnąć obraz cnoty, ale też łatwo zetrzeć; inaczej z marmurem, musisz się dobrze namozolić, nim obraz odrobisz, ale i usunięcie go nie tak łatwo przychodzi. Jest to rzecz, która długo potrwa.
Jeśli pomimo starannego pielęgnowania drzewka, owoc otrzymujesz nieszczególny; nie idzie zatem, abyś zaraz wyrywał drzewko; ten ci rok nie dopisał, ale następny może dopisze. Czekaj, podlewaj, wzrośnie; cierpliwość i pracę twoją obfitością owoców hojnie nagrodzi.

3. „Ach! Jakże błądzą, którzy mniemając, że są pełni ducha, kierunku dusz się podejmują”.

Nikt się za stolarza, nikt za mechanika nie uważa, jeśli pierwej nie poświęcił kilka lat na wyuczenie się swej sztuki; samaż tylko umiejętność kierowania duszami tak by łatwą być miała, że lada początkujący już się za mistrza uważa?
Kierunek dusz jest to sztuka nad sztukami, kto utrzymuje, że ją wybornie zna, ten z pewnością należycie jej nie poznał. Sprawa to boska, nie ludzka, bo Bóg tylko serca poruszać, sercami kierować może.
Można ludzi do służby zmusić, można ich sztuk i różnych umiejętności nauczyć; ale do rzeczy, które ludzki rozum przechodzą, do rzeczy nadnaturalnych, ludzkim sposobem pociągnąć ich nie można. Duch Boży tu współdziałać winien.
Straż rzeczy najdroższej powierzona jest duszpasterzom, cena krwi Chrystusowej. Biada, jeśli z niedbalstwa pasterza zginie dusza która; z rąk jego dopomni się o nią Zbawiciel (Ezechiel. 3).

4. „Rzeczą nader jest niebezpieczną chcieć wszystkich jedną drogą do doskonałości prowadzić. Kto tak czyni, ten chyba nie wie, jak rozmaite i jak liczne są dary Ducha Świętego”.

Nie tylko ile głów, tyle zdań, ale także ilu ludzi, tyle wizerunków. Dzieło to wszechmocnego, iż się każdy więcej w duszy różni, niż na twarzy.
Jeśli gdzie, to w kierowaniu duszami wielkiej potrzeba ostrożności. Spomiędzy lekarstw nie wszystkie wszystkim pomagają; to co jednego uzdrowiło, drugiego zabije, jeśli pod względem jakości i ilości nie będzie zastosowane.
Chcieć używać jednego sposobu w kierowaniu wszystkimi, znaczy to samo, co chcieć stosować do wszystkich głów jedną czapkę, do wszystkich nóg jeden trzewik. Nie ma znaczenia, kto jaką idzie drogą, gładką czy chropowatą, byleby tylko bezpiecznie doszedł do wytkniętego celu.
Pod postacią rozdzielonych języków na każdego z Apostołów zstąpił Mistrz Duch Święty (Dz. Ap. 2,3). Dwanaście jest bram nieba, nie potrzeba zmuszać, aby wszyscy wchodzili prze jedną i tą samą.

5. „Nic tak światu nie obrzydza zakonników, jak wzajemna ich niezgoda, podział na różne stronnictwa”.

O ile nie szuka, o tyle na szacunek zasługuje miłośnik cnoty, dopóki się o nią troszczy; gdy jej odbiegnie, słusznie pogardę odbiera jako nagrodę.
Nie zakon jest, ale niewiadomo co, jeśli szczera miłość nie łączy tych, których ściśle połączyło jedno powołanie, jedna reguła, jeden cel. Tam cnoty nie pielęgnowanie jest, ale niszczenie.
Promienie słońca, gdy się w jeden punkt zbiegną, mocno palą; aby gdy są rozstrzelone, takiej siły nie mają. I jakiejże tam korzyści duchowej spodziewać się można, gdzie co jeden zbuduje, to drugi zniszczy?
Lepszy przykład są obowiązani dawać ci, których powołanie na wydatniejszym postawiło miejscu. Nie nakłonią do cnoty, którzy sami pilnie jej nie strzegą; dobrze mówić, a źle czynić, to znaczy pogardą do tego, co się mówi, przejmować, jak najgorzej usposabiać.

6. „Wielką, ale rzadką sztuką jest: działać z wieloma, a jednak ani od siebie, ani od Boga nigdy nie odstępować”.

Nawał zajęć bardzo szkodzi pobożności: wyczerpuje zapał, budzi niesmak do modlitwy, pozorami zapełnia serce, roztargnieniami głowę. Jeśli więcej, niż powinieneś, chcesz, to już więcej, niż możesz, nie chciej.
Porządku się trzymaj, jak każda rzecz inna; patrz, ogień silniejszym jest i dłużej trwa sam w sobie, niż w czym innym, jakby dla przestrogi, abyś wprzód siebie doskonalił niż innych. Na co się przyda ogrzewanie innych, skoroś sam zimny?
Niewłaściwie innych szukasz, gdy siebie gubisz; pierwej siebie mocno postaw na drodze zbawienia i doskonałości, potem swą pieczę na innych rozciągnij.
Igła magnesowa z biegunem tak się silnie łączy, że się odeń nie odwraca, że zawsze się ku niemu kieruje, bez względu na to, w którą stronę okręt popłynie. Jeśli wśród zajęć serce nasze podobnie z Bogiem jest złączone, za szczęśliwych się miejmy robotników.

7. „Cnota i świętość życia nie tylko u Boga, ale i u ludzi, albo wszystko mogą, albo bardzo wiele”.

Jak ryś zwierzęta wonią, magnez żelazo powinowactwem; tak pobożność przykładem ciągnie nas ku sobie, nie potrzeba ani pochwały, ani zalecenia; gdzie wzywa cnota, tam chętnymi do naśladowania okazują się serca.
Patrzenie na cnotę przynosi zawsze korzyść. Gdy patrzymy na słońce, ono nas oświeca; gdy się zbliżamy do ognia, on nas ogrzewa. Niemym wprawdzie, ale bardzo skutecznym kazaniem jest świętość. Bazyliszek wzrokiem szkodzi, mąż święty pomaga.
Pociągająca w rozmowie uprzejmość, miły w oczach pokój, zręczne zastosowanie wszystkich ruchów jest kluczem do serc i prędzej się nim otwierają, niż jaką machiną, serca nawet spiżowe.
Skuteczniejszym jest głos czynu, niż głos ust. Długa droga przez przepisy, krótka przez przykłady (Seneka). Pewniej cel osiąga, kto do przekonania mówi czynem, niż kto słowem.


8. „Usiłowanie usiłowaniem, zwyczajem zwyczaj, jak klin klinem się usuwają”.

Twarde jarzmo zwyczaju, nie żelazem, ale żelazną występku koniecznością swoich krępuje; nic zwykle w sprawach ludzkich nie bywa tak trudne, jak zastarzałego zwyczaju tyrania. Strzeż się, abyś nie był związany jego powrozami.
Jest jednak coś, co długi i nieznośny łańcuch zwyczaju rozrywa; tym – coś – jest zwyczaj przeciwny. Wielkie łaski dobrodziejstwo, gdy człowiek chce się poprawić, za zjawieniem się tej chęci, otucha winna w nas wstępować.
Jakkolwiek zło często powtarzane zamienia się w naturę, możesz jednak w sobie inną, wedle wskazówek rozumu i Bożego prawa, wyrobić naturę, za pomocą nowego zwyczaju. Czas cię przekona, o ile ta zmiana będzie z dobrem twoim.
Słudzy, gdy się nie podobają panom, zastępują się innymi; podobnie i zwyczaj niedobry, gdy się tobie nie podoba, zastąp go innym dobrym: ten naprawi, co poprzedni popsuł.

9. „Dla dalekiej nadziei robienia wiele dla chwały Boga, nierozważnie pomija się obecną sposobność; stanie się bowiem, że i ta się pominie, i inna się nie nadarzy”.

Jak obietnicami, tak zamiarami bogacić się, nie wielka to sztuka: ani trudu, ani zdolności tu nie potrzeba. Przychodzi łatwo, ale pożytku nie przynosi, ani w świeckiej, ani w duchownej gospodarce.
Po co przyszłością rozporządzasz? Jest to trud próżniaków. W obecnym, jakie masz, zajęciu, popisz się swoimi siłami, wykaż dowodnie, co gotujesz na przyszłość. Sama obietnica nikogo nie utuczy.
Jeśli każda czynność, do której się zabierasz, doskonałą z twych rąk wyjdzie; jeśli, co dzisiaj dobrego zrobić możesz, na jutro nie odkładasz; to w krótkim czasie wielkie zasługi sobie zgromadzisz i królewską do doskonałości drogę, nie tak pójdziesz, jak raczej polecisz.
Owe czyny wielkie i heroiczne, za którymi wzdychasz, rzadkie są i może nigdy nie nastąpią. Próbuj na mniejszym, abyś się przekonał, co zdołasz w większym. Patrz, żołnierz zaprawia się na osobności do tego, co ma czynić na placu walki, wobec wszystkich.

10. „Gdy szatan poddaje nam myśli małoduszne, podnośmy się, przypominając sobie dobrodziejstwa poprzednio od Boga otrzymane”.

Przypomnienie sobie dobrodziejstw pobudza do wdzięczności i rozbudza na nowo nadzieję. Kto takie rzeczy dał, kto tyle dał, ten się nie stał ani skąpszym, ani uboższym. Nieskończoność nie zna wyczerpania, niezmierzoność pochłonięcia.
Przejrzyj, jeśli możesz, rachunek otrzymanych od Boga łask. Czy to życie przeszłe, czy dzień dzisiejszy. czy chwilę obecną weźmiesz pod uwagę; niesłychaną tych łask liczbę ujrzysz przed sobą. Każda winna ci być pobudką do wdzięczności i zarazem otuchą, że otrzymasz nowe łaski, każda winna w tobie ożywiać, podnosić nadzieję.
Wielebyśmy mogli, gdybyśmy się ważyli na wiele. Sprzymierzeńcem naszym jest Bóg, ani na mocy mu nie zbywa, ani na woli: ty o takich rzeczach nawet pomyśleć nie możesz, jakie by wszechmocność jego mogła, a nieskończona dobroć chciała dać.
Czymś gorszym od wojny, jest obawa wojny. Często nas bojaźń powstrzymuje, gdzie by nadzieja pobudzać winna. Pozorami nas zraża ten, który jest księciem ciemności, nieufność w nas rozbudza, małodusznością przejmuje, do zaniechania rzeczy chwalebnej jakby zniewala. Opierajmy się takiemu podstępowi!

11. „Jeśli cię szatan do grzechu nakłonić nie może, to i tym się zadowala, że ci sprawił przykrość, że zmniejszył ducha twego pogodę”.

Piekło raduje się i małymi zyskami, oszczędność uważa za największy dochód, niczego nie zaniedbuje, co pochwycić może. Jeśli trudno mu do większych, pobudza do mniejszych grzechów; jeśli się i to nie udaje, mąci spokój serca, ażeby zmniejszył pobożność, ostudził zapał do ofiar.
Za podejrzaną mniej częstą w myśli trwogę, ustawiczna owa chmura większą niż zwykle sądzimy, gotuje burzę; rozbudza szatan trwogę w małych rzeczach wielką, ażeby pod pozorem dobrego nakłonił do największych błędów.
Zbytnia nawet u świętych trwoga, świętością nie jest. Owe ciągłe w duszy niepokoje, ciągłe na jedną i drugą stronę wahania się, są sumienia katownią, pewnego rodzaju męczeństwem, ale męczeństwem szatana; bo bez pożytku, bo ze szkodą domowego spokoju.
Umysł wahający się, struty, nie jest zdolny do pełnienia swego obowiązku. Z takiego zamętu korzysta szatan, do złego nakłania, chociaż pod najlepszym pozorem, niby uspokojenia nas, a w rzeczy samej sprawienia nam wielkiej szkody. Jeśli w tym przypadku na sobie tylko polegasz, zasadzki nie ujdziesz. Uwierz.

12. „O tyle Pan Bóg rzecz każdą zwykle ceni, o ile się ta z myślą Bożą godzi, i o ile człowiek, jako narzędzie, przy jej wykonaniu z Bogiem się łączy”.

Nie każdy potrafi rozróżnić diament od szkła, szczere złoto od podrobionego, ogień zmyślony od prawdziwego. Samo patrzenie nie wystarcza, potrzeba tu pewnej wprawy, pewnego doświadczenia. Podobnie i w rzeczach duchowych, aby je rozróżnić, nie zwykłego, ale boskiego potrzeba światła.
Pożądasz wyniesienia się, a nie wiesz że pożądasz dla siebie zguby; chorujesz na zawrót głowy, więc z wysokości spadniesz. Wyższy ów stopień, o który ci idzie, bezpieczeniejszym dla ciebie nie jest; bo cię nie z Bogiem, ale z próżnością połączy.
Sądy Boga są przepaścią niezgłębioną; gdybyś je poznał, to byś się przekonał, o ile bezpieczniej jest dla ciebie, urzędu, o który ci tak mocno idzie, nie mieć; stopnia, za którym tak wzdychasz, nie otrzymać. Zdaj się na Boga.
Cóż droższego nad złoto? – Bogaci – wzrok napawa, ale żołądka nie zasyca; pożyteczniejszą jest do zjedzenia skórka chleba, niż funt złota. Im środek do osiągnięcia celu jest odpowiedniejszy, tym pożyteczniejszy. Co cię z Bogiem bardziej łączy, jak poznasz? Ślepym jesteś w twej własnej sprawie. Bóg cały jest okiem.

13. „Człowiek oddany modlitwie, ani oschłością niechaj się nie zraża, ani z pociech niech się nie wynosi; w oschłości niechaj wspomni na łaski, których poprzednio doznał, pociechy niechaj uważa za jałmużnę darmo sobie od Boga udzieloną”.

Nie zawsze niebo jaśnieje tą samą pogodą, bardzo często powleka się czarnymi chmurami; z ludźmi, którzy się oddają modlitwie bywa podobnie; albo doznają pociech, albo czują oschłość. I jedno i drugie z nieba.
Przybywa Bóg, aby do miłowania zachęcił; odstępuje, abyśmy własne siły poznali. Przybywa, aby miłowanie nasze nagrodził; odstępuje, aby doświadczył, czy bez nagrody miłować go będziemy. Przybywa, aby przedsmak nieba sprawił; odstępuje, aby pokazał, jak gorzko jest żyć bez Boga. W obu razach ten sam Bóg. O cenie modlitwy ani oschłość, ani pociecha nie stanowi. Ani ta lepsza, która w pociechy obfitsza; ani ta, która suchsza, jest zaraz gorsza. Wartość każdej nadaje wola nasza.
Jak w ludzkich, tak w Boskich sprawach po smutnych następują radosne i odwrotnie, albo dlatego, że taką jest Boża wola, że Bóg sobie w takiej rozmaitości podoba; albo też dlatego, aby zawsze jeden, zawsze niezmienny stan, nie wyrodził zniechęcenia, nie wbijał w pychę.


14. „Zajęci dusz zbawieniem tak powinni postępować, aby się miłymi nie tylko Bogu, ale i ludziom dla Boga stali, i aby żarliwość o chwałę Bożą z pożytkiem bliźniego godzili”.

Siostrami są cnoty, nie walczą ze sobą, spokojnie w tym samym sercu mieszkają. Miłość Boga nie sprzeciwia się w niczym miłości bliźniego; jedna wspiera drugą i, jakby ogniwa w łańcuchu, nierozdzielnym łączą się węzłem.
Gdy z wielu słuszną obrazą szuka się chwały Boga, nie jest to gorliwość, ale namiętność, chełpliwość, pycha; tym obrzydliwsza przed Bogiem, im większym jest nadużyciem występki osłaniać cnotą.
Gdyby się był podobał ludziom, nie byłby Chrystusa sługą Apostoł (Gal. 1,10), to jest, gdyby był względy ludzkie za cel uważał, gdyby był dla swojej korzyści, lub przyjemności to czynił.
O względy ludzkie sposobem godziwym bez wyłączania cnoty starać się można, owszem potrzeba, abyśmy je pozyskawszy, pozyskali także serca i zaszczepili w nich ku Bogu miłość. Ten cię nie usłucha, kto cię nienawidzi.

15. „Dla występnych takie miej współczucie, jakie ma dobra matka dla chorego syna; jak może tak mu chorobę osładza: pilnością swą, czujnością, bardzo się do jej usunięcia lub bólów zmniejszenia przyczynia”.

O ile trudniej leczą się choroby duszy, niż ciała; o tyle więcej wciska się pomyłek przy leczeniu duszy, niż przy leczeniu ciała. W obu razach przez niesposobność lekarzy.
W leczeniu dusz to miej za podstawę: że złemu lekarstwo wtedy dopiero okaże się skutecznym, gdy mu je poda ten, kogo on lubi. Przed zabraniem się do wykorzeniania występków, należy naprzód pozyskać serce występnego.
Paznokieć w ranie powiększa ból, nie usuwa. Ciągłe dokuczanie, jak ból, tak nienawiść roznieca. Zręcznie i lekko dotykać należy wrzodów, inaczej nieznośnym będzie leczenie.
Patrz, nieszczęśliwy chwieje się pod ciężarem. Jeśli go popchniesz, upadnie; jeśli mu podasz pomocną rękę, utrzymasz, od upadku uchronisz. Wzgląd mieć należy na czas, na wiek, i na krewkość ludzką.

16. „W ocenianiu spraw, które dokonujemy, aby nas miłość własna nie uwodziła, należy je uważać jako cudze, nie jako swoje; tym sposobem wyrok wypadnie słuszny, podyktuje go rozsądek, nie uczucie”.

Oczy ciała tak natura urządziła, że chociaż wszystko inne widzą, siebie jednak widzieć nie mogą. Podobnie rzecz się ma i z okiem myśli, sąd o innych można mu powierzyć, ale o sobie samym - nigdy. Każdemu swoje milsze, niż drugich; każdy chętnie na to patrzy, chętnie się tym zajmuje, co sam zrobił. Co jest bliżej, wydaje się większe; w oddaleniu, maleje. Jak tobie nikt od ciebie nie jest bliższym, tak nikt droższym.
Złym w rzeczach wątpliwych sędzią jest serce, na tę stronę wagę przechyla, na którą się samo przechyla, o ile nie dostaje z zasługi, o tyle przydaje z łaski; cóż dziwnego, że przeważy?
Tym szczerzej każdy siebie miłuje, im się bardziej własnej miłości pozbywa. W ten sposób, co dobrym jest, nie co się dobrym wydaje, będziesz dla siebie pragnął. Jeśli pójdziesz za własną wolą na oślep, dokądże ona ciebie nie zaprowadzi?

17. „Ani rozmowy, ani dowody, choćby najwyszukańsze, tyle nas nie nauczą, ile pokorna do Boga ucieczka”.

Nie łudźmy się nadzieją znalezienia prawdziwej wiedzy w szumnych ludzkiej mądrości słowach, albo w książkach. Źródła jej gdzie indziej szukać należy, tam mianowicie, gdzie jest skarb mądrości i umiejętności Bożej zakryty (Kol. 2, 3).
Biblioteką Bonawentury był Ukrzyżowany; więcej się on stamtąd modlitwą nauczył, niż inni z tysiąca ksiąg nauczyć by się mogli. Nic przez to nauce nie uwłacza, gdy tyle pobożności przyznajemy.
Nauka, która swej siły nie czerpie w pobożności, nie na wiele się przyda; jak nie każde nasienie płodne, tak nie każda nauka pożyteczna; nazwę nauki nosi, ale korzyści nie przynosi, jak skarb ukryty, z którego nikt nie użytkuje – który jest, jakby nie był.
Wielu uczonych małą ze swej nauki korzyść odnoszą, po tylu latach studiom poświęconych bezpłodny zawsze grunt orzą, a choć dużo posiali, mało zbierają, i więcej kąkolu, niż zboża: bo bez błogosławieństwa Bożego praca nie plonuje (Ps. 126, 1).


18. „Twoja małoduszność złego ducha ośmiela; tak samo, jak śmiałymi się stają niewiasty, gdy zobaczą bezsilnych niewieściuchów”.

Takim względem nas jest zły duch, jakim go sami mieć chcemy. Traci odwagę, gdy my jej nabieramy; uzuchwala się, natarczywszym się staje, gdy my upadamy na duchu. Wskutek naszej małoduszności staje się silniejszym, a wskutek siły słabszym.
Jesteśmy nieroztropnymi, siebie samych największymi nieprzyjaciółmi, gdy zamiast wrogowi broń tępić, my ją ostrzymy, zamiast pozbawiać go środków szkodzenia nam, my ich dostarczamy. Nie miałby przeciw nam siły, gdybyśmy nie chcieli, gdybyśmy się oparli.
Kto się lęka, ten już na wpół i z lepszej swej strony jest pokonany; nie siłą nieprzyjaciela, ale własną gnuśnością. I któżby się nad takim niebacznym szermierzem litował?
Zuchwałym i nieubłaganym jest nieprzyjaciel, ale dla lękliwego; jeśli ustępujesz, on naciera; oprzyj się, a nie zaszkodzi, może nawet pokusy zaniecha. Porażki bowiem nie lubi, i woli nie rozpoczynać walki, niż się widzieć zwyciężonym.


19. „Przy strofowaniu trzeba, aby strofujący miał odpowiednią władzę, albo żeby strofowany wiedział, iż on to czyni z miłości do niego”.

Tyle na świecie kar, tyle wszędzie więzień, a jak mała poprawa! Mniej by było winnych, gdyby rzadszymi były kary. Strach nie poprawia; męczyć, zabić, to znaczy zbrodnię przeciąć, nie poprawić. Miłość poprawiającego więcej tu nierównie zdziałać może.
Wachlarz ognia nie gasi, ale płomień wywołuje; woda kroplami na ogień ciskana, raczej ogień wzmacnia, niż osłabia; również strofowanie, gdy nam zbywa na odpowiedniej władzy, gdy nie mamy do tego prawa; raczej umysł rozdrażnia, niż uspokaja.
Abyś drugiego poprawił, musisz mieć na to odpowiednią powagę, której ci nie nada ani własne twoje mniemanie, ani sam wiek, ani pycha, ale cnota. Nie poprawi drugiego, kto sam potrzebuje poprawy; winien być bez wady, kto z wady drugich chce poprawiać.
Jeśli już masz taką do poprawiania świerzbiączkę, oto rada: nie przebieraj miary, nie posuwaj się za daleko, w siebie samego wnikaj, własne postępowanie roztrząsaj. Ach, jakże wiele znajdziesz do poprawy! Nim się przeto weźmiesz do żniwa na cudzym polu, pierwej na swoim wszystko posprzątaj.


20. „Kto dla Boga wszystkiego opuścić nie chce, niech wszystko przynajmniej ku Niemu odnosi, za wszystko dziękuje; na pozór to wiele, a w istocie mniej, niż ono jedno, o którym Chrystus powiedział, że jest niezbędne”.

Jakkolwiek trudno (Mt 19, 23), nie jest jednak niemożliwym przy bogactwach niebo sobie otworzyć. Są one przeszkodą, nie zgubą zbawienia; złymi nie są, chyba że je takimi uczyni używanie lub przywiązanie.
Mają i bogactwa swoją dobrą stronę. Któżby biednego wsparł, któżby świątynia i ołtarze wznosił; gdyby ubogimi byli wszyscy? Gdyby nie było bogatych, nie żyliby ubodzy, bo znikąd nie mieliby pomocy, nikt by ich nie wspierał.
Nie wszystkich do tego samego doskonałego stopnia powołał Bóg. Kto chce być najlepszym, niech się stara, aby w tym stopniu, na którym go Bóg umieścił, był dobrym, bo nie zaraz zły, kto nie najlepszy.
Nie tak na bogactwa patrzeć należy, jak na serce. Często mniej jest wart bogacz przy klejnotach i złocie, niż ubogi przy swym pługu; i o tyle bogacz większej godzien jest pogardy, o ile lichszym jest to, w czym się do szaleństwa rozmiłował.

21. „Zarówno przed Bogiem zdać trzeba rachunek, czy ciało nasze wyniszczamy przez zmysłowość, czy przez zbytnią surowość, chociażby się ta według nas podejmowała dla chwały Bożej i zasługi naszej”.

Czy surowością, czy zmysłowością prędzej niszczy się ciało, jest to zagadka do rozwiązania trudna. W pierwszym razie boleśnie, w drugim przyjemnie przyśpiesza mu się zguba; ale w obu razach przyśpiesza. Żelazo się niszczy i wskutek używania, i wskutek rdzy, nie tym samym sposobem, ale z tą samą szkodą.
Więcej zabiera obżarstwo, niż miecz. Rozpusta liczbę niesłychaną ofiar pochłania, przyjemnie, ale bardzo zgubnie. Ciału na pozór dogadza, a w rzeczy samej psuje, siły wycieńcza, choroby sprowadza, życie skraca.
Ciało nasze jest własnością wielkiego Boga, daną nam w opieką; bez popełnienia zbrodni nie możemy go ani na niebezpieczeństwo wystawić, ani według naszego widzimisię nim rozrządzać. Przyjdzie Bóg i zażąda rachunku z opieki naszej nad nim.
Panie! Jestem jak muł przed tobą. Z rozkazu Pana winienem wzgląd mieć na siebie; co mułowi, to się i ciału należy; żeby do dźwigania ciężarów było sposobne, żeby rozkazy ducha mogło spełniać; potrzebuje odpowiedniego pokarmu, stosownego wypoczynku. Co rozsądek każe, czego słuszność wymaga, na tym mu zbywać nie powinno.

22. „Im kto jest bardziej skory do wnikania w wady cudze, tym zwykle bywa bardziej opieszały w poznawaniu swoich”.

Na co się przyda znać wszystkich, jeśli siebie nie znasz? Chcesz, żeby wszyscy byli bez skazy, a na swoje nie zważasz. W oku bliźniego źdźbło widzisz, a we własnym i belki nie dostrzegasz? (Mt 7, 5)
Są jak chrabąszcze ci wszyscy, którzy bez ustanku innych upadki śledzą, i cały czas swego życia na szarpaniu cudzych obyczajów trawią.
Nikt tak występnym nie jest, aby w sobie czegoś nie miał, co nie zasługiwałoby na pochwałę; czemu bardziej na jego wady niż na cnoty patrzysz? Oto dlatego, że oko twoje jest złe (Mt, 20, 15).
Kto jest dobry, ten dobrze o innych myśli, i nikt tak do znęcania się nad błędami drugich nie jest gotów, jak ten, który ich sam ma najwięcej; z siebie wnioskuje o drugich.


23. „Pochwała sławy i cnoty przez męża poważnego, wielu bardziej niż sama cnota do miłości własnej pobudza”.

Umysł wielki o imię dobre i sławę dobrą bardzo jest troskliwy, wszelkich sił dokłada, aby je przekazał wiekom potomnym bez skazy.
Życie dobre jest nam potrzebne dla nas; sława dobra – dla innych. Bez niej nie wiele człowiek dokaże, chociażby był w wysokim stopniu świętości. Sławą bardziej niż bronią załatwiają się i wojny i inne sprawy.
Sławę dobrą nabyć można tylko życiem dobrym; strona wewnętrza, którą zna tylko Bóg, stanowi o naszej cenie; strona zewnętrzna o naszej sławie. Z tego, co się oczom przedstawia, co pod zmysły podpada, sądzą nas ludzie (1 Krl 16, 7). Strzeż się, abyś sobie i drugim nie zaszkodził.
Złej sławy, podobnie jak ognia, ukryć nie można; rozchodzi się na wsze strony, leci jak ptak, trudno ją odwołać, nawet wieloma słowami. Delikatną jest sława, pieczę o nią mieć należy większą, niż o bogactwa, chociażby największe.


24. „Malcy nawet podarunkami i łakociami, jako tym co się podoba i smakuje, mogą być do cnoty zachęcani”.

Od młodości do cnoty nawyknąć, wielkim jest życia poczciwego zadatkiem. Z trudnością w latach starszych porzucają się obyczaje, do których nawykliśmy w młodszych. Tak, wełna kolor swój pierwotny niełatwo zmienia.
Kto się wcześnie młodzieżą nie zajął; kto od lat najmłodszych pieczy o niej nie miał; ten odpowiedni czas po temu stracił. Prawda, że młodość wzdryga się przed surowością; milczenie, powaga, skromność, cichość, są dla niej męczarnią. Potrzeba pewnej sztuki, aby to wszystko uczynić jej miłym, a przynajmniej nie tyle wstrętnym.
Jak ptaki łapią się na żer, który lubią; tak młodzież rzeczami zabawnymi do pobożnych prowadzić należy. Tą sztuką podszedł swoich Apostoł, stawszy się wszystkim dla wszystkich (1 Kor. 9, 22).
Pochlebstwami chorego zjednywa lekarz, aby się zgodził na sposób leczenia, który nie niezbędny w danym przypadku. Cóż na tym zależy, czy żartem, czy serio, czy groźbami, czy podarunkami skłonisz malca, byleby się tylko uczył tego, co z jego jest korzyścią, co mu jest potrzebne.

25. „Lepiej jest prośbą lub pieniędzmi, niż kłótnią otrzymać to, czego pragniesz”.

Kłótnie więcej ciągną za sobą przykrości niż korzyści, i jeśli sędziom i obrońcom są na rękę, to kłócącym się szkodzą bardzo, bo ich różnią ze sobą. Skutek kłótni zawsze niepewny, a szkody pewne; korzyści wątpliwe, a straty niezawodne – i któżby tak wątłej łodzi siebie i swoją własność powierzał? Wśród niesnasek żyć, nieszczęściem jest, nie życiem.
Pokój jest najlepszą z rzeczy, jakie człowiekowi dała natura. Pozbawiać się jej dla płonnej nadziei, jest jak najgorszym gospodarstwem: bo to znaczy więcej stracić, niż zyskać.
Dwojaką szkodę każda kłótnia za sobą pociąga: pierwszą jest zmniejszenie albo i zupełne zabicie miłości, drugą strata czasu, jeśli nadto nie strata pieniędzy. Weź to na uwagę i zaniechaj kłótni, o której myślałeś.


26. „Umartwieniom obydwom oddawać się należy; z tą jednak różnicą, że wewnętrznemu głównie, ciągle i wszyscy oddawać się mają; zewnętrznemu o tyle, o ile wymaga okoliczność osoby, miejsca i czasu”.

Niepowściągliwość żądz jest przyczyną wszystkich nieszczęść, jakie świat trapią; zatem idzie, że ich poskramianie za pomocą umartwienia jest dobrem nie tylko osobistym, ale i ogólnym.
Jeden nieposkromnionego serca popęd, ileż złego wyrządza! Jedna żądza panowania, ilomaż wojnami świat zakrwawiła! Niemniejsze i w małym świecie, jakim jest człowiek, niebezpieczeństwo.
Kto pragnie pokoju, niech żądzom podyktuje prawo, poza które przekroczyć nie byłoby im wolno. Nikt nie wie, ile przynoszą korzyści żądze, gdy są w karbach trzymane; dopóki nie doświadczy, ile sprawiają nieszczęść, gdy są puszczone samopas.
Serce nasze, przybytek Boga, czynimy tylu dzikich zwierząt jaskinią, ile nieuskromionych żądz w nim pielęgnujmy. Zwierzęce są i od zwierząt gorsze; bo jarzmo rozumu, którego zwierzęta są pozbawione, z siebie zrzucają.

27. „Co z początku łatwo by mogło być usunięte, to z upływem czasu, wskutek nawyknienia, staje się niepodobnym do usunięcia”.

Lekko i bez trudu, wedle swej woli, naginasz młode drzewko, ale gdy wzrośnie, dla nagięcia go, a raczej dla obalenia, potrzeba siekiery i długiego rąbania. Podobnie wzrastają występki i siły nabierają z czasem.
Chwasty łatwo i prędko wzrastają; jeśli w porę nie zostaną wyrwane, później sobie szydzą z wszelkich zabiegów ogrodnika. Wybujałe, rozrośnięte, rozszerzają się coraz bardziej i przez cień, przez niedopuszczanie słońca zgubnie oddziaływają na wszelkie inne szlachetniejsze rośliny, o które nam chodzi głównie.
Gdy złe wzrośnie, zabiegi nic nie pomogą; iskierkę można było palcem przydusić, ale pożarowi, który z niej powstał, nie poradzimy, pomimo, że się bardzo namęczymy – szkodliwą jest ta opieszałość.
Największe sprawy załatwia szczęśliwie pośpiech, od zwłoki czegoż dobrego możesz się spodziewać? Odkłada zwykle ten, co nie chce. Za późno daje się lekarstwo na truciznę, gdy ta całą krew zakaziła; zawsze od dnia jutrzejszego za łaskawszy uważać należy dzień dzisiejszy.


28. „Zważajmy tylko na Boską wolę, a Bóg sam nas w to, co jest niezbędne, zaopatrzy”.

Zbyteczna o rzeczy doczesne troska, nieufności alb o chciwości jest dowodem. Ten, co karmi ptaki niebieskie, o swoich nie zapomni. Niepotrzebnie się tak troszczymy.
Gdybyśmy bardziej wglądali w siebie, więcej pamiętali o duszy, rzadziej nam przychodziłyby na myśl rzeczy doczesne, którymi, jeśli się umysł nad miarę zajmuje, nie może bez pewnej ze sobą utarczki podnieść się ku rzeczom niebieskim. Bardzo zła zamiana, ze szkodą tych ostatnich wynosić tamte.
Po co się tak uganiasz? Na próżno siejesz, na próżno podlewasz, jeśli Bóg nie da wzrostu. W jego ręku mnożą się chleby, tak, że wystarczają na tysiące (Mk 8). Hojni dla Boga nie potrzebują obawiać się niedostatku.
Kto szuka obfitości, niech szuka przez Boga, inaczej jej nie znajdzie. Weźmie się nie wiadomo skąd, gdy jej udzieli ten, od którego pochodzi wszystko. Jeśli w rzeczach doczesnych pokazał się jaki niedostatek, patrz, czy wprzód go nie było w rzeczach duchownych, czyś się pod tym względem nie zaniedbał?


29. „Człowiek, którzy rządze swoje poskramia, więcej odniesie korzyści przez jeden kwadrans rozmyślania, niż inny, który swych żądz nie krępuje, przez kilka kwadransów”.

Duszą modlitwy jest skupienie myśli. Gdzie się wciąż burzą nieposkromione żądze, tam o skupieniu mowy nie ma. Taki stan rozrywa, nie skupia; rozprasza ducha, nie podnosi.
Dlatego rzadki tylu modlitw owoc, ponieważ rzadko im towarzyszy umartwienie. Drzewo należycie wysuszone zapala się bez trudności, podczas gdy świeżo ścięte długo się opiera, ogień z wilgocią w nim zawartą niemałą walkę stacza.
Zmniejszenie żądzy jest powiększeniem miłości; gdzie nie ma wcale żądzy, tam doskonała miłość: o tyle serce do Boga się wznosi, o ile od wrodzonych żądz odstępuje.
Jak ogień, po usunięciu przeszkód, które jego pęd powstrzymują, natychmiast do środka się dobiera; tak serce po usunięciu żądz niedobrych, innych skrzydeł nie potrzebuje, aby prędzej do Boga wzleciało.

30. „Mowy oszczerców należy niweczyć świadectwami poważnych mężów, a usta niegodziwców zamykać dobrodziejstwami”.

Kto pocisków złorzeczeń uniknąć nie może, ten niech im pierś spiżową przeciwstawi, to jest, pierś dobrym sumieniem opatrzoną. W ten sposób stępi się wszelki pocisk, jakiego by się można było obawiać, duszy nie zabije, ani obrazi.
Jeśli za słowa obelżywe, takimi samymi odpłacić zechcesz, zło bardziej pogorszysz. Ogień, który pomału może byłby przygasł, wybuchnie płomieniem, tym silniejszym, im silniejszą wywiąże się sprzeczka, ze słów nawzajem wypowiedzianych.
Nierównie jest lepiej nie zważać na oszczerstwa, pogardzać nimi; nie wyjaśnią się wprawdzie, ale ucichną; gdy ty zamilkniesz, zamilknie także i echo. Przez ścieranie się wzajemne wiadomość o zajściu rozszerza się daleko; tak samo jak płomień wciąż podsycany zamienia się w pożar, podczas gdy bez tego podsycania prędko by przygasł i zaledwie przez otaczających byłby widziany.
Jeśli się mścić zamierzasz, nieprzyjacielowi rękę podajesz, bo swoim żalem, swoją skargą oznajmiasz mu, żeś otrzymał ranę, o której on myślał. Większym jest nad oszczerstwa, kto się nauczył nie troszczyć o nie. Nie ty, ale życie twoje niech je zbija.


31. „Nic się przydarzyć nie może ani pożądańszego, ani milszego, jak umrzeć za Chrystusa i bliźnich zbawienie”.

Dopóki żyjesz, dopóki wśród tysiąca nieszczęść przebywasz, byłoby to małą, owszem dobrą rzeczą, ale ty się znajdujesz wśród niebezpieczeństw zbawienia, których nie wprzód unikniesz, aż z tego świata szczęśliwą śmiercią zejdziesz. Przed grobem nie masz bezpieczeństwa.
Skoro umrzeć potrzeba, lepiej paść na placu, w walce za Boga i bliźniego. Nie zaszczytna to  śmierć, gdy nas czas pochłonie gorączka strawi, przypadek zgładzi. Za Chrystusa dać życie, jest to śmierć nad wszelkie życie słodsza.
Do największych dobrodziejstw Bożych zaliczyć należy, gdy za Boga umrzeć możemy. Jest to znak szczególnej jego względem nas miłości, której nie tylko się obawiać się nie powinniśmy, ale owszem z całej siły jak najgoręcej pożądać.
Jeśli życie za ciebie Chrystus położył, jest że co wielkiego, gdy ty swoje za Niego kładziesz? Pomyśl kto, za kogo położył? Czym jest Bóg? A czym życie ludzkie? Nie wie, kto rzeczy tak lichej, tylu niebezpieczeństwom podległej, tak wielkiemu i takiemu Panu ofiarować nie chce. Co cię wstrzymuje?


G. Hevenesi SJ, Maksymy Świętego Ignacego, Warszawa 1886 r.